Naprawa bezgotówkowa z OC sprawcy – historia prawdziwa

W październiku 2021 miała miejsce nieprzyjemna przygoda. Podczas mojego powrotu z pracy do domu kobieta wyjeżdżając z posesji wjechała mi w bok. Stłuczka, która miała miejsce na ulicy Brzask w Poznaniu odcisnęła się mocnym piętnem na moim aucie i co gorsze mojej psychice. To zdarzenie spowoduje, że będę już do śmierci najgorszym klientem blacharzy, który patrzy im na ręce – o tym za chwilę. W tej sytuacji zdecydowałem się na naprawę bezgotówkową i pokażę wam jak to dokładnie wyglądało.

Jak wygląda taka naprawa bezgotówkowa?

Stłuczka to początek “przyjemności”

Pierwszego października wracałem po 8h w pracy taką samą drogą jak zawsze, skręcałem w ulicę Brzask ze Szamotulskiej, praktycznie zaraz za skrzyżowaniem z terenu szkoły wyjechała kobieta swoim Fordem Focusem C-Max. Zrobiłem unik, wylądowałem prawie na lewym pasie to jednak nie wystarczyło, kierowca (kierowczyni? kierownica?) Forda wcale nie hamowała i zatrzymała się na moim boku. Kobieta była spanikowana, a ja prawie wyrwałem z ziemii znak, ponieważ auto było świeżo odebrane z naprawy po poprzedniej stłuczce, która miała miejsce 3 miesiące wcześniej. Oprócz wściekłości towarzyszyło mi uczucie głodu i zmęczenia.

Zadzwoniliśmy na policję, czekaliśmy na przyjazd 5 godzin, wielokrotnie dzwoniliśmy ponownie – bezskutecznie. Pani na infolinii oznajmiała jedynie, że patrol został wysłany. 2 dni później spotkaliśmy się (dziękuję Pani B. za uczciwość), spisaliśmy oświadczenie i szkoda została zgłoszona kolejnego dnia w Ergo Hestia.

Uszkodzenia mojego auta to w zasadzie cały bok od ⅓ długości drzwi pasażera po tylną felgę, z zewnątrz nie wygląda to aż tak źle, ale już wiedziałem, że naprawa to raczej 10 niż 3 tys zł. Drzwi tylne wygięły się całkowicie, naruszone zostało nawet poszycie słupka B. Autem nie mogłem poruszać się przez najbliższe dni z uwagi na nieszczelność i deszcz przedostający się do środka na kanapę z alcantary. Wiem, że ubezpieczyciel nie uzna wymiany zapleśniałej kanapy na nową, a szkoda całkowita jest mi nie w smak z uwagi na doprowadzenie auta do technicznej perfekcji, co z zakupem kosztowało blisko 40 tys zł, tych pieniędzy nikt mi nie zwróci twierdząc, że auto jest stare.

Machina proceduralna w Ergo Hestia

Po wcześniejszych przebojach z Generali wiedziałem, żeby nie decydować się na wypłatę, bo rodzi to później problemy ponieważ kosztorysy są skrajnie zaniżone, trzeba się odwoływać, całość wlecze się długie tygodnie, a Ja zmęczony stłuczką z lipca nie miałem chęci i ochoty walczyć z wielkimi korporacjami i ich działami prawnymi w pojedynkę. Dla mnie celem jest przywrócenie auta do stanu sprzed szkody – koniec kropka! Jestem Petrolheadem i auto dla mnie ważniejsze niż rodzina! I chuj! XD

Ergo Hestia zadziałała dość sprawnie w kwestii naprawy bezgotówkowej i już kolejnego dnia otrzymałem sms z możliwością wyboru warsztatu likwidatora, na liście pojawił się m.in zakład Pana Jerzego z Rogoźna, który ma bardzo dobre opinie i naprawdę super sprzęt od komory lakierniczej, przez własną mieszalnię lakierów, ramy do prostowania karoserii, sprzęt do cynowania – cuda na kiju. To jest to, powiedziałem, tu Cię wyleczą, znów będziemy śmigać po świecie we dwoje – będzie dobrze 😀 Nie było…

Okres naprawy

Jadąc do zakładu likwidatora po drodze umyłem nawet auto za 15 zeta (na wiosce to naprawdę duuuużo mycia), żeby było ładne i czyściutkie na potrzeby naprawy, żeby pracownikom pracowało się lepiej i przyjemniej przy mojej rodzynie. Pan Jerzy oprowadził mnie po zakładzie, bardzo dobrze go wspominam, niesamowicie uprzejmy i uczynny człowiek, aż mi głupio było pisać tę opinię, ale wiem że zakład przejmuje po nim syn, którego kompletnie nie znam.

Na czas naprawy dostałem zastępczą Toyotę Corollę 9 generacji, może nie była szybka, ale hamulców też nie miała 😀 Jechałem nią w stronę poznania, po czym zawróciłem do domu rodzinnego i zamieniłem na srebrną beemkę, bo ze 100km/h hamowała na dystansie 100m – to nie żart, z takimi hamulcami stłuczka w ruchu Poznańskim jest gwarantowana. 

Z plusów miała fajną odcinkę, o wiele bardziej dynamiczną niż srebrne bmw. W aucie nie działało radio, a całe wnętrze skrzeczało, co w sumie powinno mi dać do myślenia! O tym później…

Auto zastępcze w Ergo Hestia? Gorzka niespodzianka!

W trakcie naprawy musiałem jechać do Nowej Rudy, gdzie musiałem zrobić trochę kilometrów po górskich serpentynach. Jazda Corollą w takim stanie absolutnie nie wchodzi w grę z uwagi na bezpieczeństwo, dlatego zgłosiłem się do doradcy z Ergo Hestia z prośbą o udostępnienie innego auta na 2 (słownie: dwa) dni, a w sumie wystarczyłaby jedna doba, tak aby bezpiecznie pojechać i wrócić. To co usłyszałem zwaliło mnie z nóg!

Rozmowa była nagrywana, jednak minęło pół roku od tego czasu, a ja dostępu do nagrań nie mam, wolę o tym wspomnieć, żeby nie było. Pamiętam do dziś bardzo nieprzyjemną rozmowę w mniej więcej takim tonie:

  • Dzień dobry, jadę na drugi koniec Polski w teren górzysty i nie czuję się bezpiecznie w udostępnionym mi aucie, chciałbym poprosić o przyznanie nowszego auta zastępczego dosłownie na jedną/dwie doby. Mój samochód jest ciągle w naprawie.
  • Czy auto ma uszkodzony układ jezdny?
  • Przepraszam, nie rozumiem pytania.
  • Czy auto ma uszkodzony układ jezdny?!
  • Słucham?
  • No pytam czy auto ma uszkodzony układ jezdny.
  • Moje, czy wypożyczone? To pytanie jest wyrwane z kontekstu…
  • No to które jest uszkodzone i w naprawie.
  • NIe jestem mechanikiem, raczej nie.
  • Więc nie należy się Panu auto zastępcze!
  • Słucham? Mój samochód jest w naprawie w Państwa współpracującym warsztacie.
  • Wg naszego systemu go tam nie ma.
  • Stoi tam od 2 tygodni, rozmawiałem z likwidatorem i nie jest jeszcze gotowe.
  • Wg kosztorysu na technologiczną naprawę było przewidziane 5 dni. Auto powinno być oddane i nie należy się auto zastępcze.
  • Przecież to nierealny termin, likwidator ma też inne auta, zresztą nie da się technologicznie naprawić całego boku auta w 5 dni! (broniłem pana Jerzego, bo znam realia realizacji usług moto, a też go polubiłem)
  • Jeśli Pańskie auto było jeżdżące to nie przysługuje Panu auto zastępcze.
  • …. 

…i tak dalej… Generalnie Masakra. Zerowa pomoc. Jak rozmowa z botem w trybie ataku. Jeszcze babsztyl z infolinii atakował mnie, zamiast grzecznie odpowiedzieć na starcie i wyjaśnić jak działa ich maszyna proceduralna. Widać, że chodzi o zmieszanie klienta z błotem od razu, kiedy tylko w jego głowie urodzi się jakiś pomysł dodatkowego benefitu.

Ergo Hestia? Nie polecam!

Jakie są rezultaty naprawy bezgotówkowej?

Powiem szczerze, że nie najlepiej… Auto odbierałem w listopadzie po ciemku dlatego nie dostrzegłem wielu “niedociągnięć”, które wyszły na jaw na wiosnę, kiedy dni były dłuższe, a na dworze zrobiło się cieplej. 

Ciągłe hałasy we wnętrzu i hałas na autostradzie

Co mnie okropnie wkurzało to terkotanie drzwi pasażera z przodu od momentu odbioru auta, ale była już godzina 20, więc nie miałem siły ani chęci, żeby coś z tym robić. Miałem jeden wolny dzień i chciałem na szybko poprawić terkotanie w drzwiach pasażera, ropa była już bardzo droga (okolice 7 zł), więc nie opłacało mi się jechać specjalnie 70km, żeby oddać auto blacharzowi, potem jechać drugi raz, żeby je odebrać – tak po prostu. Naprawy z ubezpieczalni mają to do siebie, że nikt nie oddaje poszkodowanemu kasy za całą logistykę tj. urlop, który musisz wziąć żeby jechać z autem, tracić paliwo, a nawet wypić kawę lub wszamać jakiegoś hot doga na stacji benzynowej po drodze.

Im mniej wiesz tym lepiej śpisz

Ktoś kiedyś mówił, że im mniej wiesz tym lepiej śpisz, w tym wypadku faktycznie to przysłowie ma zastosowanie i żałuję, że tego wolnego dnia otworzyłem boczek drzwi zamiast oddać auto blacharzowi. Stwierdziłem jednak, że za drugim razem nie stanie się magia i auto nie zostanie poprawione zgodnie ze sztuką i zadziałam sam, wszystko skrupulatnie dokumentując na zdjęciach.

Partactwo blacharzy lakierników z Rogoźna Wlkp

Kosztorys na naprawę w dużym skrócie obejmował naprawę przednich drzwi, wymianę tylnych na oryginalne z ASO, prostowanie wgniecenia na słupka B i progu, wyciągnięcia wgniecenia na tylnym błotniku, wymianę listwy drzwi tylnych, rozebranie i uzbrojenie całości, malowanie całego boku i do tego regenerację tylnej felgi. Wszystkie profile zamknięte wg kosztorysu miały zostać zakonserwowane antykorozyjnie. Całość została wyceniona i zaakceptowana przez ubezpieczyciela na 8829 zł. Sporo, co nie? Praktycznie 9 tys.

Krótko, co zostało zrobione źle:

  • piankowe wygłuszenie luźne, powinno być przyklejone nowym klejem butylowym,
  • spinki boczków połamane, powinny zostać wymienione na nowe, niektórych nie było wcale, nawet w obszarze głośnika, przez to boczek rezonował w rytm muzyki,
  • spinki listew progowych połamane, zostawione w blasze i pomalowane,
  • w drzwiach brakujące gwintowane blaszki M4.8, przez to wkręty nie miały się czego trzymać,
  • w tylnych drzwiach gruchająca luzem latająca blaszka,
  • drzwi przed lakierowaniem nieoczyszczone z kleju, lakiernik malował prosto na klej butylowy,
  • uszkodzone zaślepki w boczkach drzwi,
  • odstające listwy boczne drzwi,
  • odstające listwy progowe,
  • luźne nakładki progowe,
  • luźna obudowa słupka B, połamane zatrzaski,
  • jedna brakująca i jedna pomalowana lakierem zaślepka (korek) śruby regulacyjnej zamków drzwi,
  • uszczelka drzwi ubabrana i sklejona przez przypadek klejem podczas uzbrajania drzwi,
  • przednia opona nieosłonięta przy malowaniu,
  • tylna felga nie została oddana do regeneracji, nadal jest cała porysowana,
  • zgubiona zaślepka isofix – pamiętam, że była, kupowałem ją po zakupie, bo jej brakowało,
  • listwy progowe wewnętrzne (oryginalne m-pakietowe) ubabrane lakierem,
  • tylna listwa przyklejona kleksem kleju do karoserii,
  • krzywo przyklejona ościeżnica drzwi (listwa dookoła drzwi),
  • nadkole plastikowe pomalowane lakierem, ponieważ nie zostało zdjęte,
  • tylny dolny wahacz pomalowany lakierem, bo nie został osłonięty,
  • tylne drzwi są używane (jest to sprzeczne z kosztorysem ubezpieczyciela),
  • profile zamknięte nie zostały zakonserwowane (również niezgodnie z kosztorysem).

To brzmi tak nierealnie, że sam nie uwierzyłbym w taki scenariusz, jest to jednak szczera prawda, a na na dowód galeria poniżej:

Nie jestem takim oszołomem, który sprawdza co siedzi w środku auta pod tapicerką, ale pech chciał, że w aucie trzeszczało jak w dużym fiacie.

Ile kosztowało doprowadzenie auta do porządku?

Naprawa wszystkich niedociągnięć po blacharzo-lakiernikach kosztowała mnie tylko 156 zł, ale aż 20 roboczogodzin, które poświęciłem na rozbiórkę, czyszczenie i montaż wszystkich uszkodzonych lub źle poskładanych elementów. Musiałem tylko kupić całą masę różnych spinek, do boczków, listew i nakładek oraz klej butylowy który jest wykorzystywany fabrycznie do przyklejenia pianki wygłuszającej drzwi do karoserii.

Co to dało? Po Pierwsze w aucie nie ma już terkotania, a po drugie jest ciszej o 3 decybele w trakcie jazdy przy 100km/h. W końcu cały bok miał niedoklejone wygłuszenie wewnątrz co powodowało dostawanie się szumu do środka.

Oczywiście nie jestem blacharzem, ani lakiernikiem, aby poprawić auto jeszcze raz zgodnie ze sztuką, nie miałbym nawet na to chęci, ani pieniędzy! Jednak chcę żeby mój samochód sprawiał przyjemność z jazdy, a nie wkurwiał człowieka na każdym wertepie. Chcę też żeby była możliwość jego rozebrania i złożenia w przyszłości bez konieczności wycinania listew i rozrywania elementów.

Dlaczego nie oddałeś auta na gwarancji?

Po takiej akcji straciłem do firmy wykonawczej całe zaufanie. Nie sądzę, że drugi raz naprawa byłaby jakimś cudem nagle wykonana zgodnie ze sztuką. Mało tego… dzwonił do mnie syn właściciela firmy, rozmowa była bardzo krótka, prosił o podstawienie auta pod rzekomym pozorem wyciągnięcia konsekwencji wobec swojego pracownika, niestety po fakcie, gdy auto już ogarnąłem. Poprosiłem o skorzystanie z dokumentacji fotograficznej, która została zamieszczona na wizytówce Google Moja Firma i tym akcentem zakończyłem rozmowę.

W trakcie rozmowy Pan P. syn Jerzego z zakładu blacharsko lakierniczego w Rogoźnie Wielkopolskim przytknął się, że mam stare auto i mniej się wtedy przykłada do naprawy. Przypominam jednak taki czyn za niezgodny z prawem, auto należy przywrócić do stanu sprzed szkody a nie składać na przysłowiowe trytytki i silikon, bo “jest stare”.

E46 jest aktualnie w najgorszym dla siebie momencie w czasie, bo jeszcze traci na wartości zamiast zyskiwać, dokładnie tak samo było z E30 i E36, które już ciężko kupić w sensownym stanie i rzeczywiście zadbane egzemplarze osiągają horrendalne wręcz wartości. Ciekawi mnie czy dokładnie takie samo podejście do bezgotówkowej naprawy z OC sprawcy byłoby w przypadku klasyka na żółtych blachach. Bo o ile się orientuję to po takiej sytuacji to konserwator zabytków zrobiłby z dupy lakiernika jesień średniowiecza.

Czy blacharz – lakiernik coś oszczędził?

Nic nie oszczędzili, oszczędzili może 4 roboczogodziny i ok 100 zł na spinki i klej, które kupując w hurcie mieliby taniej. Oprócz tego oszczędzili ok 2500 zł na drzwiach tylnych, które miały być nowe i jakieś 40 zł na materiale do konserwacji wnętrza, ale to nie oszczędność, a oszustwo. Skutkiem ubocznym jest jednak bardzo negatywny wizerunek zakładu, naprawdę do tej pory nie zdarzyło jeszcze mi się negatywnie wypowiadać o jakimkolwiek usługodawcy.

Domyślam się, że takie praktyki to codzienność, bo zakład doskonale wie, że z reklamacją wróci może 1 na 20 klientów. Będzie to bardziej ogarnięty użytkownik, pech chciał, że tym razem trafiło na petrolhead’a 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Cześć, jestem zapalonym pasjonatem motoryzacji, majsterkowiczem i bądź co bądź... blogerem. Wkurza mnie życie w wielkim mieście i swój blog motoryzacyjny traktuję jako odskocznię od szarej codzienności. Zresztą, jak to mówią "co za dużo to niezdrowo", hobby nie może być związane z pracą. Tak wiem, na moim blogu często przewija się temat beemek, mam dwie. Siłą rzeczy to właśnie wokół tej marki toczy się moje życie :)